czwartek, 30 maja 2013

Prolog

*
Przepychałam się przez tłum ludzi, przyciskając do siebie torbę z moim największym skarbem - lustrzanką, na które wydałam wszystkie pieniądze zarobione przez ostatni rok. Pogodziłam pracę w weekendy z nauką do matury, którą zdałam zadowalająco, więc nagroda mi się należała. A teraz czekały mnie dwa cudowne miesiące w Barcelonie. Nie dość, że spędzę tyle czasu w tak pięknym mieście, to jeszcze wezmę udział w specjalnym kursie dla fotografów. Możliwość dostania kontraktu od jednej z agencji, których przedstawiciele będą również obecni, sprawiała że moja mobilizacja sięgała zenitu. Teraz jednak moim jedynym celem było odnalezienie się w gąszczu tabliczek po hiszpańsku i angielsku, które teoretycznie powinny doprowadzić mnie do wyjścia. Starałam się właśnie wyminąć grupkę Hiszpanów, którzy bardzo głośno dyskutowali, korzystając również z bardzo rozbudowanej gestykulacji. Pomyśleć, że ja skromna, cicha dziewczyna będę musiała spędzać czas z impulsywnymi mieszkańcami Katalonii. Może jednak wpłynie to pozytywnie na mnie.
Z rozmyślań wyrwał mnie widok wielkich oszklonych drzwi, przez które można było dostrzec ogromny parking oraz milion postawionych taksówek, do których ludzie namiętnie wpakowywali walizki lub je wypakowywali. Mogło to oznaczać tylko jedno, to, że właśnie znalazłam sposób na opuszczenie tego gmachu i w końcu zaczerpnięcia hiszpańskiego powietrza. Szłam do wyjścia, skupiona na drzwiach, nie zwracając uwagi na innych, taranując wszystkich i wszystko na swej drodze. Droga do wyjścia dłużyła się niemiłosiernie, czułam jakbym chciała iść, ale nie mogła. Gdyby w końcu znalazłam się na zewnątrz poczułam się jak w raju. Mimo, słońce świeciło intensywnie na tle bez chmurnego nieba, powodując że już po kilku minutach moja bluzka sprawiała wrażenie za ciepłej jak na ten klimat, a stopy dawały mi do zrozumienia, że trampki są zdecydowanie za bardzo zabudowanymi butami jak na kataloński klimat, to i tak było idealnie. Ciepły wiatr delikatnie owiewał moje włosy, które zaczęły wolno tańczyć na moich plecach.

-Witamy w Barcelonie – szepnęłam do siebie, wiedząc że właśnie zaczyna się największa przygoda mojego życia.

Witam bardzo, to już nie pierwsza moja próba konfrontacji z opowiadaniami, tym razem bardziej...dojrzalsza(?), mam nadzieję, że tym razem dłuższa, że teraz pomysł nie wypali się tak szybko. Wiem, że to tylko prolog, po za tym króciutki, ale może jakieś miłe słówko na początek, uwagi? Czekam na komentarze :)