poniedziałek, 2 września 2013

4.

Alfa Romeo delikatnie wtoczyła się na jedną z barcelońskich ulic. Zadbane kamienice, ozdobione dużą ilością kwiatów oświetlało leniwie padające światło ulicznych latarń. W okół panowała cisza i spokój, czasami przerwana odgłosami wydawanymi przez goniące się koty lub wracających do domu, rozochoconych Hiszpanów. Wyszłam z samochodu i roztargniona spojrzałam na Patricię, która wyciągała z pojazdu swego brata.
- Myślisz, że parkowanie tutaj jest dozwolone? W sumie nie widziałam żadnych znaków, ale wiesz nig...
- Czy Ty mogłabyś się na chwilę zamknąć?! Całą drogą gadałaś, nawet nie wiem o czym, nie miałam siły ani chęci by tego słuchać. Naprawdę nie widziałaś, że tym momencie mam trochę inne zmartwienia niż Twoje wywody na temat przestępczości i policji krążącej po metropoliach nocą?!
Zakonnica wpatrywała się we mnie z mordem w oczach, aż ciarki przechodziły. Wzięła kilka głębszych oddechów, przymknęła oczy i poprawiła kosmyk włosów opadających na jej czoło.
- Przepraszam, nie powinnam się tak unosić -odparła, patrząc na mnie o wiele łagodniej niż poprzednio – proszę, pomóż mi z nim, sama nie dam rady...
Prośba, mimo że wypowiedziana spokojnie, zdawała się mieć jakieś głębsze emocjonalne podłoże. Widziałam, jak jej oczy zaszkliły się delikatnie, gdy objęła naszego dodatkowego towarzysza, by pomóc mu utrzymać równowagę. Łatwo było się domyślić, iż powodem nie był wysiłek.
Brat, mimo posiadania widocznej muskulatury i co najmniej metra osiemdziesiąt, dał się prowadzić wyjątkowo łatwo. Objęłam go z drugiej strony, a jego ręka spoczęła na mych barkach. Był już bardziej przytomniejszy niż pod czas drogi, jednak na schodach prowadzących do mieszkania w kamienicy parę razy musiałyśmy powstrzymywać go przed sturlaniem się po stopniach w dół, spowodowanym utratą równowagi. Wdrapałyśmy się na zaledwie drugie piętro, lecz droga z takim balastem trwała zadziwiająco długo. Dlatego też, gdy w końcu udało mi się dotrzeć do drzwi ukoronowałam tą chwilę głośnym westchnięciem. Patricia tylko skarciła mnie pouczającym spojrzeniem i przekręciła kluczyki w zamku. Po włączeniu światła ukazało mi się niewielkie, urządzone w myśl minimalistycznego stylu lecz nawiązujące do charakteru otoczenia, dwupokojowe mieszkanie.
- Zanieśmy go od razu do salonu – usłyszałam polecenie, które posłusznie wykonałam. Zdobycz z dzisiejszego wieczoru położyłyśmy na obszernej sofie, znajdującej się w pokoju połączonym z aneksem kuchennym, którego resztę wolnej przestrzeni zajmował wielki fotel, stolik do kawy stojący na dużym, puchatym dywanie i telewizor wiszący na ścianie. Wszystko to było pokryte znaczącą warstwą kurzu wskazującą na to, że ostatnio przebywał tu ktoś najwcześniej miesiąc temu.
- O matko, to już 3? - z zamyśleń wyrwał mnie głos znajomej wychodzącej z łazienki dzierżąc w dłoni plastikową miskę, którą następnie postawiła koło głowy wystającej znad tapczanu. Następnie obróciła się w moją stronę, położyła ręce na biodra i spojrzała na mnie.
- Naprawdę przepraszam Cię za tą nocną, niespodziewaną eskapadę. Nie myśl sobie, że zgarnęłam Cię wtedy z ulicy po to, by dziś Cię wykorzystać. Naprawdę, wtedy chciałam Ci pomóc i wciąż możesz na mnie liczyć. I cieszę się, że nie odmówiłaś mi, bo najprawdopodobniej nie dałabym rady bez Ciebie. Jest tyle rzeczy, których nie wiesz, ale spokojnie, wszystko w swoim czasie.
Powiedziawszy to utknęłam w jej uścisku pełnym miłości, ciepła i serdeczności. Gdy oderwała się ode mnie przetarła dłońmi swoje oczy i wręczyła mi do dłoni klucze.
- Masz, jak wyjdę zamknij, dwa razy u góry, raz na dole. Mam nadzieję, że nie będzie z nim problemu. Najprawdopodobniej przesadził z alkoholem, nie sądzę by był pod wpływem narkotyków, więc w sumie nie masz się o co martwić. Tylko o to by jutro miał pod dostatkiem duże ilości wody, ale to chyba nie powinno być jakimś wielkim wyzwaniem. No cóż... to chyba było by na tyle – uśmiechnęła się przyjaźnie, przytuliła mnie jeszcze raz i ruszyła w stronę wyjścia, zostawiając mnie osłupiałą na środku salonu. Gdy była w trakcie przekraczania progu odwróciła się i spojrzała się w moją stronę – A, o siostrę przełożoną się nie martw, powiem jej, że znalazłaś jakąś dorywczą pracę z lokum, chociaż ona najprawdopodobniej nawet by nie zauważyła Twojego zniknięcia. Twoje torby przywiozę jutro, jak wpadnę zobaczyć jak się trzymacie. Ale raczej będę pod wieczór, wiesz jaki mamy napięty grafik – ogarnęła wzrokiem całą przestrzeń jakby chciała się upewnić, że sufit nie zawali nam się na głowę lub jakiś złodziej nie wyskoczy z balkonu. Gdy małe oględziny dobiegły końca wyszła z mieszkania rzucając na pożegnanie jedynie krótkie „Trzymaj się, pa”. Odpowiedziałam lekkim skinieniem głowy i usiadłam na krześle stojącym przy kuchennej wyspie. Oparłam głowę na dłoniach i zaczęłam tępo wpatrywać się w ciemną przestrzeń wypełnioną płytkim oddechem towarzysza. Pięknie, nawet nie wiem jak on ma na imię, pomyślałam. Po raz kolejny od mojego przyjazdu do Barcelony nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Usilnie próbowałam pokonać moje opadające ze zmęczenia powieki z obawy, iż pod czas snu jegomość może mnie zaatakować nożem, udusić rękoma, wyrzucić przez balkon, utopić w wannie...
Z głębokiego snu wyrwało mnie głośne trzaśniecie drzwiami od lodówki. Cała obolała podniosłam swoją głowę, jednocześnie zabierając się za rozmasowanie karku, który mimo obawom był cały. Przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Przy lodówce stał brat Patrici opróżniający naraz całą butelkę wody, mimo to nie miał problemu by cały czas się wpatrywać się we mnie. Gdy oderwał swoje usta od plastiku oparł się o parapet, założył ręce na piersi i powiedział coś po hiszpańsku.
- Wybacz, ale nie rozumiem – odpowiedziałam, jednak po angielsku. W zamian uzyskałam tylko kpiący uśmiech na jego twarzy.
- Mówiłem, że widzę, że siostra załatwiła mi niańkę, ale – w tym momencie zrobił pauzę, którą przeznaczył na dokładne oględziny mej sylwetki – sądzę, że mogła się bardziej postarać.
- Ona się o Ciebie martwi.
- Och, skończ. To żałosne. Nie obchodzi mnie czy moja siostra płakała całymi dniami za mną czy miała gdzieś to co się ze mną działo – minął mnie i chwytając kolejną butelkę wody poszedł w stronę łazienki.

- Ale ja też chciałam... - mój bunt, tak jak przewidywałam, okazał się nie skuteczny, gdyż mężczyzna zaśmiał się w moją stronę i powiedział coś o tym, że nie musiałam spać do południa. Zrezygnowana podeszłam do lodówki, wyciągnęłam z niej mleko, które niestety okazało się być przeterminowane o czym dowiedziałam się zdecydowanie za późno. Wyrzuciłam karton do kosza i usiadłam z powrotem na krześle. Będzie dobrze, myślałam, będzie dobrze. By upewnić się w tych zapewnieniach opadłam tułowiem na blat i uderzyłam w niego parę razy głową.

Nowy rok szkolny, nowa energia, nowe pomysły, ogólnie moc. Teraz tylko pisać, pisać, pisać.

1 komentarz: