*
Przepychałam
się przez tłum ludzi, przyciskając do siebie torbę z moim
największym skarbem - lustrzanką, na które wydałam wszystkie
pieniądze zarobione przez ostatni rok. Pogodziłam pracę w weekendy
z nauką do matury, którą zdałam zadowalająco,
więc nagroda mi się należała. A teraz czekały mnie dwa cudowne
miesiące w Barcelonie. Nie dość, że spędzę tyle czasu w tak
pięknym mieście, to jeszcze wezmę udział w specjalnym kursie dla
fotografów. Możliwość dostania kontraktu od jednej z agencji,
których przedstawiciele będą również obecni, sprawiała że moja
mobilizacja sięgała zenitu. Teraz jednak moim jedynym celem było
odnalezienie się w gąszczu tabliczek po hiszpańsku i angielsku,
które teoretycznie powinny doprowadzić mnie do wyjścia. Starałam
się właśnie wyminąć grupkę Hiszpanów, którzy bardzo głośno
dyskutowali, korzystając również z bardzo rozbudowanej
gestykulacji. Pomyśleć, że ja skromna, cicha dziewczyna będę
musiała spędzać czas z impulsywnymi mieszkańcami Katalonii. Może
jednak wpłynie to pozytywnie na mnie.
Z
rozmyślań wyrwał mnie widok wielkich oszklonych drzwi, przez które
można było dostrzec ogromny parking oraz milion postawionych
taksówek, do których ludzie namiętnie wpakowywali walizki lub je
wypakowywali. Mogło to oznaczać tylko jedno, to, że właśnie
znalazłam sposób na opuszczenie tego gmachu i w końcu
zaczerpnięcia hiszpańskiego powietrza. Szłam do wyjścia, skupiona
na drzwiach, nie zwracając uwagi na innych, taranując wszystkich i
wszystko na swej drodze. Droga do wyjścia dłużyła się
niemiłosiernie, czułam jakbym chciała iść, ale nie mogła. Gdyby
w końcu znalazłam się na zewnątrz poczułam
się jak w raju. Mimo, iż
słońce świeciło intensywnie
na tle bez chmurnego nieba, powodując że już po kilku minutach
moja bluzka sprawiała wrażenie za ciepłej jak na ten klimat, a
stopy dawały mi do zrozumienia,
że trampki są zdecydowanie za bardzo zabudowanymi
butami jak na kataloński klimat, to i tak było
idealnie. Ciepły wiatr delikatnie owiewał moje włosy, które
zaczęły wolno tańczyć na
moich plecach.
-Witamy
w Barcelonie – szepnęłam do siebie, wiedząc że właśnie
zaczyna się największa przygoda mojego życia.
Witam bardzo, to już nie pierwsza moja próba konfrontacji z opowiadaniami, tym razem bardziej...dojrzalsza(?), mam nadzieję, że tym razem dłuższa, że teraz pomysł nie wypali się tak szybko. Wiem, że to tylko prolog, po za tym króciutki, ale może jakieś miłe słówko na początek, uwagi? Czekam na komentarze :)
Jak witamy, to witamy, ja też witam! :D
OdpowiedzUsuńto już czytałam, dawaj dalej! :D
OdpowiedzUsuńBarcelona jest kolejną europejską stolicą na mojej liście do zwiedzenia. ;)
OdpowiedzUsuńAle nie potrafię sobie wyobrazić dwóch miesięcy tam spędzonych. Mam nadzieję, że mi pomożesz :)