poniedziałek, 3 czerwca 2013

1.


Razem z całym tabunem ludzi wyszłam na powierzchnie ze stacji, dumna z siebie, że mój pierwszy kontakt z metrem, na dodatek niepolskim, przebiegł tak bezboleśnie i szybko. Odeszłam kawałek, żeby zdjąć plecak, by dać odetchnąć mym plecom, mimo że i tak czułam, że mam wodospad na plecach. Trzymając w jednej dłoni mapę, a w drugiej słowniczek starałam określić moje dokładne położenie, by i tym razem bez problemu dotrzeć do miejsca mego noclegu. Po wyznaczeniu swojego celu ruszyłam w głąb uroczych kamieniczek, przyglądając się Barcelończykom, którzy wracali z pracy do domu, niosąc ze sobą wielkie torby z zakupami, jednocześnie pilnując swoje pociechy, by nie wpadły pod koła co chwilę przejeżdżających samochodów. Dreptałam sobie spokojnie, co chwilę zerkając na mapę, by sprawdzić jak blisko celu już jestem. Według niej byłam w miejscu, gdzie powinien znajdować się mój hotelik. Jednakże w zasięgu mego wzroku nigdzie nie mogłam dostrzec ani szyldu, ani żadnej tabliczki, która wskazywałaby moją kwaterę. Z lekkim poirytowaniem sięgnęłam do kieszeni moich szortów, by wyciągnąć karteczkę z dokładnym adresem. 185 Carrer de Casanova. Dokładnie przyjrzałam się numerom. 183, 184, 186… ale mojego nie ma! Pomyślałam sobie, że to chyba jakiś tandetny żart. Wystukałam w komórce numer do właścicieli owego hotelu widmo, w którym mieli nocować wszyscy uczestnicy kursu, by zorientować się o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Niestety, na 10 wykonanych połączeń wszystkie nie przyniosły rezultatów, gdyż ani jeden nie został odebrany. Pokierowałam się w stronę niewielkiego sklepiku, by wypytać kogoś o co w tym chodzi.
-Dzień dobry – przywitałam się w języku angielskim, mając nadzieje, że sprzedawca będzie rozumiał – wie pan może coś o…
-Hotel Los Amigos? – było to bardziej potwierdzenie, niż pytanie. Odpowiedziałam na nie tylko skinieniem głowy, gdyż obawiałam się, że odpowiedź na nie jest już mi znana.
-Oj, nie ty pierwsza i nie ostatnia, kochana – powiedziała łamaną angielszczyzną staruszka stojąca za ladą – codziennie ktoś się o niego pyta… eh, tacy ludzie naiwni. Masz – wcisnęła mi do ręki dwie bułki – żebyś głodna nie chodziła. Podziękowałam tylko i wyszłam na zewnątrz. Ciężkim krokiem ruszyłam do przodu, skubiąc pieczywo i powoli zdając sobie sprawę z tego w jakiej sytuacji się znajduję. Fakt, że nie ma noclegu oznacza również, ze nie ma kursu. Jestem ponad dwa tysiące kilometrów od domu, w portfelu znajduje się 100 euro. Hotel i kurs były już zapłacone, po za tym po dwóch tygodniach z domu mieli mi przysłać pieniądze, więc nie czułam potrzeby zabierania ze sobą więcej, zwłaszcza bilet powrotny już dawno miałam wykupiony. O ja głupia, o ja naiwna. Już widzę jak przeżyję tu za tą marną kwotę chociaż tydzień. Na dodatek znajdowałam się samotna w wielkim, obcym mi mieście, nie znając języka, a moimi jedynymi towarzyszami były przewodnik turystyczny i słowniczek z mini-rozmowami. Wiedziałam, że wcześniejszy przelew z Polski był niemożliwy ze względu na sytuację finansową w rodzinie. Byłam w kropce. Wszystkie siły wszechświata chyba działały właśnie przeciwko mnie. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Szybko wyciągnęłam telefon i automatycznie odebrałam połączenie.
-Si? – rzuciłam z nadzieją, że to może ludzie od tego nieszczęsnego kursu.
-Oj Liluś, już tam tak się zadomowiłaś? – do mych uszu dobiegł ciepły głos babci, który, wydawał mi się zarazem rzeczą, której za razem najbardziej potrzebowałam oraz nie chciałam w tym momencie – jak tam? Słoneczko świeci? Lot bez problemów?
Miałam ochotę jej wszystko powiedzieć. Że jestem tu sama, bez pieniędzy, bez dachu nad głową, bez szansy na przeżycia, że w nocy pewnie ktoś mnie zgwałci, zabije i na dodatek zje, a jak jednak uda mi się przeżyć to zostanę ulicznym kloszardem. Że po raz kolejny ktoś mnie oszukał, że po raz kolejny przejechałam się na swojej ufności, że jestem naiwną debilką, którą powinno się izolować od wszystkich kosztownych pomysłów. Chciałam krzyczeć, wyć do słuchawki, błagać babcię, by przyjechała tu, wzięła mnie stąd, objęła mnie ramieniem i niby pouczająco, lecz jednak współczująco powiedziała „nie martw się, nie powiem że nie mówiłam”.
Ale nie. Przyzwyczaiłam się do tego że nie pokazuję swoich słabości, mimo że rozwalają mnie na milion kawałków. Zwłaszcza teraz, gdy najbliższa mi osoba była tak bardzo dumna ze mnie. Wzięłam głęboki oddech, powstrzymując łzy gromadzące się w mych oczach.
-Lot obył się bez niespodzianek. Gorąco bardzo – zdjęłam plecak i oparłam go o pobliski budynek.
- A ludzie mili? Dogadujesz się z nimi jakoś?
-Tak, na szczęście mówią po angielsku – każde słowo wypowiadałam z coraz większym trudem, czując że jednak moje zdolności samokontroli nie są aż tak wielkie – Babciu, muszę kończyć, zadzwonię jutro, kocham Cię.
Nie czekałam nawet na to, aż się ze mną pożegna. Właściwie, robiłam to dla jej dobra, pozbawiając ją powodów do zmartwień związanych ze mną. Ukucnęłam i przywarłam plecami do chłodnej ściany, starając się oddychać równomiernie by pohamować wybuch płaczu. Jednak to już było silniejsze ode mnie. Teraz, gdy praktycznie nie było nikogo dookoła mnie, mogłam pozwolić sobie na okazanie mojej słabości. Wszystko jakby wewnątrz mnie wybuchło, łzy leciały wartkim strumieniem, zanosiłam się żałosnym łkaniem, z trudnością łapiąc małe porcje powietrza.
Nagle przede mną, prawie jakby spod ziemi, wyrosła postać w czarnej spódnicy. Właściwie, po dokładnym zlustrowaniu tej osoby, stwierdziłam, że to habit. Tak, przede mną stoi zakonnica w najczystszym wydaniu. Znak od Boga? Przetarłam rękoma zapłakane oczy i wlepiłam wzrok w kobietę.
-¿Qué estás haciendo aquí?
-Przepraszam, ale co? - zapytałam po angielsku, mając nadzieję, że należy do grupy ludzi, z którymi idzie porozumieć się w tym międzynarodowym języku.
- Potrzebujesz pomocy? - tym razem skierowane pytanie było zadane po brytyjsku. Czyżby pojawiła się malutka lampa w tym wielkim, ciemnym tunelu nędzy i rozpaczy?
-Jestem sama tutaj, nie mam pieniędzy, nie mam gdzie spać, mój dom znajduje strasznie daleko, jest źle - między pociąganiem nosem, pochlipywaniem a przerwami na wzięcie uspokajających oddechów udało mi się wypowiedź w miarę porządne zdanie.
-Masz – zakonnica wyciągnęła w moją stronę chusteczkę dając mi dobitnie do zrozumienia, że powinnam przestać płakać, chociaż by po to, by nie straszyć ludzi. Sama za to ubrała mój plecak i gestem pokazała mi, żebym wstała – No, głowa do góry, zaraz znajdziemy jakieś rozwiązanie.
Spojrzałam na nią niepewnie, mimo iż bardzo chciałam wierzyć w to, że jakimś cudownym trafem uda się jej mi pomóc.

-To jak? Damy radę? - uśmiech na jej twarzy sprawił, że jedyne co byłam w stanie zrobić to pokiwać głową, z nadzieją, że ta kobieta okaże się moim aniołem stróżem.

3 komentarze:

  1. Tak jak obiecałam, tak przeczytałam :D
    Zapowiada się ciekawe opowiadanie z miejscem akcji w Barcelonie, podobno ślicznym mieście pełnym gorących mężczyzn. Ale nie wiem czy zakonnica i faceci to się nie wyklucza XD Lila jest dzielna da sobie rade nawet bez pieniędzy, dachu nad głową, ani znajomości języka.
    Generalnie to podoba mi się bardzo, rzeczywiście dojrzalej piszesz, oby tak dalej ;)
    Chiyeke, czyli jezochomik :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam nigdy wcześniej tego, co piszesz, więc nie wiem, czy jest to dojrzalsze pisanie od Twojego poprzedniego, ale z pewnością już mnie kupiłaś. Wybacz, że odzywam się dopiero teraz, mimo iż na tt widziałam wcześniej tego linka, tak jakoś wyszło... Mi się bardzo podoba, bo ja kocham Barcelonę, a do tego imię głównej bohaterki jest piękne (w końcu moja jedna też ma tak na imię, więc musi być piękne, czyż nie? :)). A z zakonnicami mam miłe wspomnienia, więc myślę, że jej pomoże. I teraz czekam, czy moje przypuszczenia się sprawdzą.

    Życzę Ci dużo, dużo, duuuuuuużo weny i samozaparcia w dalszym pisaniu, Szanowna_L :)
    (Jestem ciekawa, czy zgadniesz mój nick na twitterze :P)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo ja swoją pierwszą przygodę z metrem przeżyłam w Rzymie i gdyby nie mój prywatny przewodnik, to na pewno nie dałabym rady. ;)
    I tak mi strasznie żal bohaterki, bo los jej nakopał w dupę.

    OdpowiedzUsuń