czwartek, 13 czerwca 2013

2.

Stanęłyśmy przed niewielką metalową bramą znajdującą się niedaleko wejścia do małej kaplicy. Za furtką znajdował się mały, ale uporządkowany i obsadzony zielenią dziedziniec, był otoczony malowniczymi krużgankami, po których spokojnie, co jakiś czas, spacerowały zakonnice.
Patricia, bo tak miała na imię moja wybawicielka, wpisywała kod do bramy. Gdy naszym uszom dotarło ciche pyknięcie, pchnęła metalowe drzwiczki i gestem zaprosiła mnie do wejścia na teren zakonu.
- Ale naprawdę nie będę kłopotem?
- A skąd ci to przyszło do głowy? Naszym powołaniem jest pomaganie ludziom, a ty – spojrzała na mnie przez ramię i posłała mi uśmiech – a ty właśnie wyglądasz na osobę, która potrzebuje pomocy.
- Nie chcę być dla was problem, naprawdę.
- Ty mi lepiej powiedz, czy umiesz jeździć samochodem.
- Co? - zaskoczenie tym pytaniem było wyraźnie słychać w moim głosie. Chyba nigdy nie mogłam przypuszczać, że w tym momencie usłyszę takie pytanie.
- Umiesz czy nie? Po prostu.
- Eee... no umiem, ale po co Ci to wiedzieć?
Patricia w milczeniu zaprowadziła mnie do jednego z korytarzy, do którego wchodziło się bezpośrednio z dworu i otworzyła jedne z wielu drzwi ciągnących się wzdłuż oby ścian.
- Będziesz mi do czegoś potrzebna, ale w swoim czasie się dowiesz, a na razie rozgość się.
Zakonnica oddała mi mój plecak, powiedziała, że za godzinę mam zjawić się na kolacji i pożegnała się ze mną, zostawiając mnie w samą w czterech ścianach, które były dla mnie wybawieniem. Pokój był mały, znalazło się w nim miejsce zaledwie na drewniane łóżko, szafę i biurko, znajdujące się pod oknem, które wychodziło na ulicę, przy której znajduje się brama. Położyłam się na posłaniu i wlepiłam swój wzrok w sufit, próbując uporządkować swoje myśli, jednocześnie nie skupiając nie na burczącym brzuchu. Powoli zaczynałam odpływać myślami daleko, moje ciało zaczęło odczuwać skutki dzisiejszego dnia, a powieki zaczęły samoistnie opadać.
Przebudziło mnie delikatne szturchanie. Gdy otworzyłam oczy otaczała mnie ciemność, a nade mną pochylała się jakaś postać, którą delikatnie oświetlał blask lamp ulicznych wpadający przez okno.
- Która jest godzina? - wymruczałam po polsku, będąc kompletnie oszołomiona przez wybudzenie ze snu.
- Wstawaj, musisz coś zjeść – mym uszom dobiegł spokojny głos Patrici, której nie rozpoznałam, z powodu braku nie ubranego habitu. Ręką powędrowałam w stronę kieszeni, z której wyciągnęłam komórkę.
- Przecież jest pierwsza w nocy! - wydałam z siebie okrzyk oburzenia, gdy znajoma podawała mi talerz z kanapkami.
- A czy to takie ważne? - odparła włączając małą lampkę na biurku. Postawiła koło niej posiłek, a sama pokierowała się w stronę drzwi – Zjedz, na pewno jesteś głodna, w końcu nie przyszłaś na kolację. Będę czekała w aucie przed wejściem. A i ubierz coś cieplejszego, w nocy jest zawsze chłodniej.
Powiedziawszy to zostawiła mnie całkiem samą w zupełnym osłupieniu. Byłam tak otumaniona całym tym zdarzeniem, że nic nie myśląc zjadłam kanapki, przebrałam się w długie spodnie, zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam z pokoju. Przeszłam przez spowity w półmroku korytarz i plac, pchnęłam furtkę i znalazłam się na chodniku. Praktycznie spod ziemi wyrosło przede mną czarny pojazd, o ile moja znajomość samochodów dobrze mi podpowiadała, było to Alfa Romea Giulietta.  No no, jak na osobę duchowną, to całkiem ekskluzywne, pomyślałam. Moja ''opiekunka'' siedziała z przodu, na miejscu pasażera i pokazywała mi ręką, które miejsce mam zająć. Wgramoliłam się na siedzenie kierowcy, zapięłam pasy i oparłam ręce na kierownicy.
- To twoje auto? Myślałam, że wy nie możecie mie...
- Nie moje – przerwała mi w połowie wypowiadanego zdania, jednak jej determinacja w głosie sprawiła, że aż zawahałam się czy kontynuować swój wywiad.
- To czyje? - zapytałam po chwili zawahania.
- Osoby, po którą jedziemy – wyglądała na skupioną i poważną, tak jakbym widziała teraz zupełnie inną osobę niż w południe.
- A mogę wiedzieć czemu nie prowadzisz? Przecież jakoś tym autem tu zajechałaś.
- To długa historia... - co chwilę spoglądała na telefon, który ściskała w dłoni, przez cały czas nerwowo podrygując nogą - pewnie nie długo się dowiesz, ale teraz nie ma na to czasu.

Odpowiedziałam skinięciem głowy i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Rozległo się ciche mruczenie silnika, które w panującej głuszy na ulicach brzmiało na jak ryczenie lwa pośród afrykańskiej sawanny. Ostrożnie wyjechałam z miejsca parkingowego i dołączyłam do, nieżywego o tej porze, ruchu ulicznego. Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałam się, jak to jest uciec z domu, to sądzę, że było to uczucie bardzo zbliżone do mojego obecnego stanu.

Jeżeli przeczytałeś, zostaw komentarz, chociaż malutki. Dobrze wiedzieć, co ludzie myślą na temat tego co tworzysz :)

5 komentarzy:

  1. Intryguje mnie Patricia, jej, a w sumie nie jej, samochód i nocne spotkanie. Czyżby miała jakieś brudne sekrety? :> Kimkolwiek by nie była to jednak cudownie, że się tak zajmuje główną bohaterką.
    Czekam na dalszy ciąg,
    chiyeke, czyli jezochomik :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu (że tak trochę jak zakonnica powiem), ależ to jest tajemniczy rozdział! Coś czuję, że za tą nocną eskapadą coś się kryje, ale nie jestem w stanie wymyślić, co. No nic konstruktywnego mi do głowy nie przychodzi, więc chyba najlepiej będzie poczekać na ciąg dalszy.

    Dziękuję za komentarz u mnie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. A więc jestem, nadrobiłam i bardzo mi się podoba to, co piszesz. Szkoda, że skonczyłaś w takim momencie, ciekawość okropnie mnie zżera, gdzież to one jadą! Byle tylko nic się nikomu nie stało...

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boże, GIULIETTA! ♥.♥
    To jest tak tajemnicze, że ja chcę więcej i zupełnie nie wiem, jakie motywy ma owa zakonnica i do czego tak naprawdę przyda jej się bohaterka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na nowy rozdział licze na szczere opinie :) http://milosc-w-barcelonie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń